120 dni zdjęciowych, 250 członków ekipy, 116 aktorów z 11 krajów świata. To tylko początek imponujących statystyk związanych z superprodukcją „Bitwa pod Wiedniem", w której reżyser i scenarzysta Renzo Martinelli przypomina światu o jednym z najważniejszych wydarzeń historii nowożytnej. „Był rok 2001, przygotowywaliśmy właśnie Tamę – tragedię w Vajont, której akcja rozgrywała się niedaleko Aviano, rodzinnego miasta Marka", opowiada genezę powstania koncepcji „Bitwy pod Wiedniem" Roberto Andreucci, kierownik produkcji. „Razem z Renzo zainteresowaliśmy się opowieścią o mnichu, który wspomógł słynną bitwę swoją wiarą i zaangażowaniem. I zrozumieliśmy, że pomysł ten ma niezwykły potencjał kulturowy, historyczny i edukacyjny. Już wtedy zaczęliśmy pracować nad Bitwą pod Wiedniem, a teraz, po 11 latach, udało nam się projekt ukończyć!"
19 października 2012 r. |
piątek | 17:30, 20:00 | 15 zł |
20 października 2012 r. |
sobota | 17:30, 20:00 |
15 zł |
21 października 2012 r. |
niedziela | 17:30, 20:00 | 15 zł |
22 października 2012 r. |
poniedziałek | 17:30, 20:00 |
15 zł |
23 października 2012 r. | wtorek | 17:30, 20:00 | 15 zł |
24 października 2012 r. |
środa | 17:30, 20:00 | 15 zł |
26 października 2012 r. | piątek | 20:00 | 15 zł |
27 października 2012 r. | sobota | 20:00 | 15 zł |
28 października 2012 r. | niedziela | 20:00 | 15 zł |
29 października 2012 r. Tani Poniedziałek |
poniedziałek | 20:00 | 10 zł |
30 października 2012 r. | wtorek | 20:00 | 15 zł |
31 października 2012 r. |
środa |
20:00 |
15 zł |
sala kinowa Film w cyfrowej jakości 2D |
Film: 12+ Bilety do nabycia w Kasie na parterze |
Długie lata przygotowań nie sprawiły jednak, że nakręcenie „Bitwy pod Wiedniem" było zadaniem łatwym. Prawdziwe wyzwania pojawiły się dopiero na planie zdjęciowym. „Na kilka miesięcy przed startem analizowaliśmy wraz z Renzo każdą linijkę scenariusza, każdy zakładany wydatek, każdą trudność, którą dało się przewidzieć", wspomina Andreucci. „Na planie wszystko oczywiście się zmieniło. Pomijając utrzymywanie równowagi pomiędzy wszystkimi wydziałami, aktorami oraz ekipą filmową, a także rozwiązywaniem pojawiających się codziennie nowych problemów, najważniejszą rzeczą było właśnie kontrolowanie wydatków. Zarówno tych dużych - typu budowanie planu zdjęciowego murów obronnych Wiednia, tych oczywistych dla kina historycznego, czyli kreacji kostiumów, jak i tych mniejszych – zwrotów za paliwo dla statystów czy wynajmowanie odpowiedniej liczby koni do scen niebezpiecznych upadków", wyjaśnia producent.
10.000 statystów, 3000 koni i 3450 profesjonalnych jeźdźców, 2770 uszytych kostiumów, 1780 wykonanych par butów, 320 peruk, 220 włóczni, 45 ogromnych armat. To zaledwie niewielka część niesamowitej kreacji świata przeszłości, której podjęli się twórcy „Bitwy pod Wiedniem". Każdy dzień na planie był pełen wyzwań. Aktorzy musieli grać w różnych warunkach pogodowych w prawdziwych zbrojach i szatach. Zbroja króla Jana III Sobieskiego ważyła prawie 30 kilogramów. Pewnego dnia wiatr był tak silny, że wywrócił większość namiotów filmowego obozu Turków, w efekcie wydział scenograficzny musiał porządnie się napocić, żeby scena doszła do skutku. Ekipa, aktorzy i statyści musieli często pracować w ograniczającym ruchy błocie, jadąc na koniach lub przenosząc ciężkie armaty. Przy okazji kręcenia jednej ze scen prawie doszło do tragedii – kontrolowana przez odpowiednie liny, masywna armata spadła 5 cm od Marcelo Buffy, który kręcił ujęcie z trzeciej kamery. Najtrudniejszym okresem był tydzień, w którym kręcono scenę wchodzenia armii Jana III Sobieskiego na błotnistą Łysą Górę – na planie znajdowała się niemal cała obsada, wokół setki statystów, koni, broni i także – tak się złożyło – tnącego deszczu, który uwiarygodnił scenę, ale znacznie utrudnił wszystkim życie.
Ekipa nie zaliczyła jednak na planie większych wypadków, nic się nie stało również żadnemu zwierzęciu (co więcej, kilka znalazło nowe domy) - wszyscy zgodnie przyznają, że wszystko to przede wszystkim dzięki doświadczeniu i pasji reżysera Renzo Martinellego. „Lubię mówić o nim jako o 'machinie wojennej'. Pracuję z nim od 25 lat i zawsze jestem pełen podziwu dla efektywności i profesjonalizmu jego pracy", opowiada Roberto Andreucci. „Pomimo wszelkich przeciwności i przymusu panowania nad wielką machiną produkcyjną, Renzo jest w stanie kręcić wiele udanych ujęć dziennie. I nie mówię o kameralnych scenach z dwójką aktorów, lecz tych skomplikowanych, w których poza dialogami udział biorą także statyści, konie, kaskaderzy oraz eksplozje!". Z opowieści członków ekipy wynika, że Renzo Martinelli nigdy nie przestaje pracować, a innym ciężko za nim nadążyć. „Byłam pod dużym wrażeniem reżysera Renzo Martinellego i jego pasji dla każdego ujęcia", wyznaje Alicja Bachleda-Curuś, która wcieliła się w „Bitwie pod Wiedniem" w Księżną Eleonorę Lotaryńską. „To cudowny człowiek i cieszę się, że byłam częścią jego produkcji". A Andreucci dodaje: „Renzo ma specyficzny styl pracy, ale dokładnie zna każde ujęcie każdej sceny całego filmu; jakich obiektywów użyć, gdzie ustawić kamerę itd. Powtarza wszystkie te założenia dzień w dzień, wieczorami przed pójściem spać – w efekcie nie ma na planie chwil niewykorzystanych".
100 000 stóp taśmy filmowej 35mm, 2320 ujęcia z efektami komputerowymi, których wykreowanie zajęło 180 000 godzin i zostało zrealizowanych przez 30 wyspecjalizowanych w różnych obszarach firm z 7 krajów świata. Prace nad „Bitwą pod Wiedniem" trwały przez kilka miesięcy w legendarnym włoskim studiu Cinecittà, w którym niegdyś powstawały amerykańskie superprodukcje „Ben Hur" Williama Wylera oraz „Quo Vadis" Melvina LeRoya, a także filmy Sergio Leone, Luchino Viscontiego, Roberto Rosselliniego czy Terry'ego Williama. Za pomocą stricte nowoczesnych środków oraz technologii, w połączeniu z pracą kostiumografów, scenografów i wszystkich innych profesjonalistów powstał film ujmujący i piękny, ukazujący świat, który dawno przeminął. Roberto Andreucci wyznaje z całą szczerością, że końcowy efekt jest piorunujący i wywołuje wielkie emocje. Dodaje także, że film nie mógłby powstać bez udziału efektów cyfrowych. „Za każdym razem, kiedy pojawiał się nowy problem, którego nie potrafiliśmy rozwiązać za pomocą tradycyjnych środków, zwracaliśmy się z prośbą o pomoc do naszych speców od technologii", wspomina. „Zdanie 'Połóżmy tu trochę zielonego' stało się lejtmotywem całej produkcji. Były momenty, kiedy mieliśmy więcej zieleni niż na polu golfowym!", śmieje się Andreucci.
„Bitwa pod Wiedniem" nie powstałaby także bez polskiego wsparcia. Zarówno tego finansowego, jak i aktorskiego. Polski Instytut Sztuki Filmowej oraz Monolith Films pomogły doprowadzić produkcję do finalizacji, a Jerzy Skolimowski (Jan III Sobieski), Piotr Adamczyk (Leopold I Habsburg), Daniel Olbrychski (Generał artylerii koronnej Marcin Kazimierz Kątski), Borys Szyc (Hetman wielki koronny Mikołaj Hieronim Sieniawski), Alicja Bachleda-Curuś (Księżna Eleonora Lotaryńska), Wojciech Mecwaldowski (Jerzy Franciszek Kulczycki), Marcin Walewski (Jakub 'Fanfan' Sobieski) i inni polscy aktorzy wspomogli stronę artystyczną tego niezwykłego przedsięwzięcia. „Wszyscy byliśmy zaskoczeni zaangażowaniem polskich aktorów, determinacją, z jaką stawiali czoła wszystkim przeciwnościom, nie narzekając nawet w chwilach, kiedy stali na planie przesiąknięci do ostatniej nitki", wspomina aktorka Eleonora Martinelli. „Pamiętam wiele wspaniałych momentów z ich udziałem. Jerzy Skolimowski jechał mężnie na koniu w trzydziestokilogramowej zbroi i ponad 40-stopniowym upale, a za nim podążało 300 uskrzydlonych huzarów. Piotr Adamczyk zagrał swoją życiową rolę, jednocześnie kradnąc spojrzenia wszystkich kobiet z obsady i ekipy".
Polscy aktorzy również cenią sobie pracę na planie „Bitwy pod Wiedniem". „W kostiumach Massimo Cantini Parriniego wyglądałem królewsko, więc starałem się zagrać z odwagą, jak przystało na wielkiego wodza, który gnał na czele husarii w zwycięskiej dla chrześcijańskiej Europy bitwie", mówi Jerzy Skolimowski. „Fantastyczna atmosfera, bardzo dobra organizacja, cudowni koledzy po obu stronach kamery", dodaje Daniel Olbrychski. „Był dzień, 40 stopni, ale graliśmy noc", wspomina ulubioną scenę Wojciech Mecwaldowski. „Stałem na murach zamku z F. Murray Abrahamem, trzymając pochodnię, mając na sobie kilka warstw ubrań". Na Piotrze Adamczyku z kolei wrażenie zrobiły „wnętrza barokowych pałaców w Turynie i Mantui oraz precyzja i kunszt włoskich kostiumografów". Polscy aktorzy zaznaczyli mocno swoją obecność nie tylko w filmie fabularnym. Ich role można będzie podziwiać w pełnej okazałości także w przygotowywanym jednocześnie serialu telewizyjnym, który rozwinie wiele ciekawych wątków bitwy pod Wiedniem. Andreucci żałuje jedynie, że nie udało się uzyskać odpowiednich umów na zdjęcia w Polsce, bowiem w Warszawie, Krakowie, Rzeszowie i ich okolicach znaleziono odpowiednie lokacje, które mogłyby świetnie naśladować polskie i austriackie pałace. „Nie zmienia to faktu, że poznaliśmy w Polsce wielu cudownych profesjonalistów. Mam nadzieję, że nakręcimy w waszym pięknym kraju jeszcze niejeden film", dodaje z uśmiechem Andreucci.
Zródło: www.stopklatka.pl
I ślubuję, że Cię nie opuszczę… |
Prezydent Ełku po raz pierwszy w tym roku wręczył medale za długoletnie pożycie małżeńskie. Do grona Ambasadorów miłości 16 czerwca 2016 r. dołączyło trzynaście kolejnych par, które wspólnie przeżyły co najmniej 50 lat. Małżonkowie uchylili też rąbka tajemnicy, jaką jest recepta na udane wspólne życie. |